czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział VIII- Plan działania

Rozdział VIII-Plan działania
- Chcesz upozorować napad?- spytał z niedowierzaniem Trey, kiedy opowiedziałam mu o moim planie.
  Obydwoje siedzieliśmy w moim pokoju i rozmawialiśmy. Rodziców znowu nie było w domu ( przynajmniej przez pięć minut), więc mogliśmy mówić o wszystkim bez obawy, że nas usłyszą. Trey oczywiście był nadal podłamany sprawą z Meghan, jednak postanowił o nią walczyć ( Meghan, twój rycerz w srebrnej zbroi nadchodzi!) i już tak się nie smucić. Zdobył się nawet na parę uśmiechów, co było wspaniałe w porównaniu z jego wcześniejszym stanem. Opowiedziałam mu o Danielu i Avalon z czego się nabijał tak samo jak Jake i Cam oraz opowiedziałam mu o jakimś zleceniu Callagana dla nich. Trey jednak jedynie wzruszył ramionami i powiedział, że może potrzebuje kolejnych rąk do pracy, a Cam zna się na samochodach. Potem w skrócie opowiedziałam mu o moim planie ( szalonym, przyznaję się bez bicia), dzięki któremu za pomocą szmaragdu mieliśmy sprawdzić kim są Alex i Dani. A było to upozorowanie napadu na jakimś odludziu. Cam miał kominiarkę, która została po jego stroju małego złodziejaszka z Halloween, więc wystarczyło się przebrać, złapać Daniego albo Alexa i przyłożyć im do skry ten szmaragd. Problem był jeden: jeżeli coś się nie uda, posądzą nas o usiłowanie kradzieży czy czegoś tam i w efekcie dostaniemy w kość. Jednak to był jedyny pomysł, jaki przyszedł mi póki co do głowy.
- Eh, daj mi minutę- poprosiłam, wpatrując się w szary sufit mojego pokoju. Musiałam zebrać myśli.- Rzeczywiście, to idiotyzm, zwłaszcza jeżeli się okaże, że oni są normalni. Tak łatwo jednak nie odpuszczę.
- Wiem, że nie odpuścisz. Jesteś strasznie uparta.- stwierdził z kwaśną miną.
- A ty nie?- zrewanżowałam się.
- O czym tak myślicie, dzieciaki?- Nawet nie zauważyliśmy, kiedy do pokoju wszedł nasz tata. Obydwoje na niego spojrzeliśmy.
  Zwyczajowo miał na sobie swój ulubiony czarny podkoszulek i przetarte jeansy przez co można by go wziąć za nastolatka. Czarne włosy zaczęły mu się kręcić wokół twarzy najwidoczniej od panującej na dworze wilgoci, a niebiesko-czarne oczy wpatrywały się w nas z troską i jednocześnie zaciekawieniem. Była to jedna z cech, którą posiadali nasi rodzice: ciekawość, ale nie byliśmy wyjątkami.
  Trey uśmiechnął się do taty i rozłożył się tuż obok mnie.
- Pomyśleliśmy, że może spędzimy trochę czasu razem. Wiesz, jak brat z siostrą.
  Miałam ochotę się roześmiać. To była najgorsza wymówka jaką w życiu słyszałam. Spędzać czas jak brat z siostrą? My nie możemy bez kłótni lub małego konfliktu wysiedzieć w tym samym pomieszczeniu pięciu minut! Tata widocznie także to zauważył, bo między brwiami pojawiła się ta charakterystyczna zmarszczka, która mówiła: ,, Wiem, że coś ukrywacie i dowiem się co''. 
- Przecież wy się zawsze kłócicie. Meteor uderzył w szkołę czy jak?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła- zaćwierkałam.
- O ile na tym stopniu się nie potkniesz- odpowiedział tata. Posłał nam serdeczny uśmiech i machnął lekceważąco ręką- Okej, macie swoje sprawy. Jak byłem w waszym wieku, to też miałem swoje tajemnice. Chciałem wam tylko powiedzieć, że za trzy dni odwiedzi nas mój wuj ze swoim synem.
- Który?- spytał Trey.
  Tata zaczął nerwowo przeczesywać palcami włosy. Okej, to było trochę dziwne jak na niego.
- Nie znacie go. Nie widziałem go od wielu lat, gdyż zanim się urodziłem, przeprowadził się do Mediolanu. W każdym razie, zamierza poznać moją uroczą rodzinę i zabiera ze sobą swojego syna, Marca, który jest w twoim wieku, Shadow. Trey, mógłbym się prosić, abyś się nim zajął? Pomyślałem, że przyda mu się męskie towarzystwo. Chyba to nie problem, prawda, synu?
- Okej- powiedział, choć jak go znam, pewnie nie jest zadowolony z takiej sytuacji. Niemal słyszałam jego myśli mówiące: ,, dwójka to już chyba o jedno za dużo!''.
- To w takim razie pójdę do waszej matki. Pewnie znowu trenuje w piwnicy- mrugnął do nas i szybko wycofał się z mojego pokoju. Obydwoje spojrzeliśmy na siebie z rozbawieniem. To był sygnał w stylu: ,, Nie przeszkadzajcie nam, dzieciaki''. Choć nasi rodzice są dorośli, nadal mają w sobie dusze zakochanych w sobie na zabój nastolatków. Miłość zawsze jest młoda jak mi kiedyś powiedziała ciotka Clary. Wystarczy tylko o nią dbać.
  Teraz nie miałam ochoty na żadne problemy miłosne. Plan Avalon był dobry, jednak można było to załatwić jeszcze prościej, bez manipulowania niewinnym ludźmi, czego na prawdę nie lubiłam, choćby ktoś miał to robić za mnie. Musiał istnieć jakiś inny sposób, prostszy i nie przynoszący ze sobą bardzo dużego ryzyka. Wolałam zrobić jak najmniej zamieszania, w razie gdyby się okazało, że nasze podejrzenia są niesłuszne. 
- Chwila- Trey podniósł się gwałtownie z łóżka.
  Przytuliłam się do swojej zimnej poduszki i spojrzałam na niego spod pół przymkniętych powiek. Nie ukrywam, że byłam trochę zmęczona. WF z Phillips to jakiś koszmar.
- Co wymyśliłeś, Einsteinie?
- Mówiłaś, że ten cały Alex to pewnie niezły imprezowicz, co nie?- popukał mnie w ramię, abym się przebudziła. Był wyraźnie podekscytowany.
- I?
- I to, że w za trzy dni odbędzie się impreza u Jamesa na którą mogę przyprowadzić znajomych. Jamie niemal dobitnie powiedział, żebym cię przyprowadził. Chyba wpadłaś mu w oko.- parsknął śmiechem.
- Sorry, nie jest w moim typie- stwierdziłam i splotłam ręce na brzuchu- Czyli myślisz, że on tam będzie? W sumie, jeżeli Jennifer się nim zainteresowała to mogła go wkręcić.- Nagle do głowy przyszła mi pewna myśl- A jeżeli zrobię z tego szmaragdu bransoletkę? Shy miała kiedyś taką bransoletkę z wielkim kamieniem po środku i to wyglądało świetnie.
- Możesz też zrobić coś innego, bo jeżeli to nie są ludzie, szybko się skapną, co to za kamień.- zauważył.
  I niestety jak zwykle miał rację. O tym akurat zupełnie zapomniałam...
- Chyba, że przejmę jego moc- zaproponowałam z chytrym uśmieszkiem. Przypomniało mi się, że kiedy mieliśmy trzynaście lat, Cam ,, pożyczył'' od mamy kamień, dzięki któremu można było zmieniać wygląd i niepostrzeżenie przejął jego moc. Ten efekt trwał co prawda z piętnaście minut, jednak tyle mi chyba wystarczy, prawda? 
  Trey pokiwał głową z uznaniem i uśmiechnął się szeroko.
- Będziesz musiała zastosować jedną z tych waszych ,, kobiecych sztuczek''. Jednak tu będzie problem. Jeżeli zaczniesz flirtować z Alexem to nie pójdzie ci z Danielem, który z pewnością także tam będzie. Z tego co wiem, oni zawsze trzymają się razem.
- Daniel i Avalon mają się ku sobie, więc nie będzie z nim problemu. Muszę tylko ją przekonać do naszego planu, ale pewnie się zgodzi. Coś jeszcze?
  Wzruszył ramionami.
- Chyba nic. Shadow... a co jeżeli oni rzeczywiście są wilkołakami, a niedaleko jest stado? Przecież sfora zawsze pilnuje swoich, nawet jeżeli Nocni Łowcy wkraczają do akcji. Co wtedy zrobimy?
  Okej, to mógł być problem, jednak podjęłam już decyzję. Byle szczeniaki mnie nie zastraszą.
- Zapomniałeś, że my także należymy do ich świata? A jeżeli będzie trzeba, to uciekniemy się do bardziej niebezpiecznych środków. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że oni coś mają wspólnego z tymi zaginięciami. To dziwne, że przyszli do nas dzień po tych zaginięciach...
- Shade, daj na razie spokój.- Trey ostudził mój zapał.- Póki co zostawmy to doświadczonym Nocnym Łowcom. Nie zapominaj tego, że, choć mamy w sobie więcej krwi aniołów niż jakiekolwiek Dziecko Nefilim, to jesteśmy jeszcze niedoświadczeni i co tu ukrywać: dziecinni.
- Ty to wiesz jak mnie ostudzić- mruknęłam pod nosem.
- Wiem.- parsknął śmiechem i puknął mnie w ramię.
  Postanowiłam nie kontynuować tej dyskusji. Okej, póki co zostawię to doświadczonym Nocnym Łowcom, jednak nie zaprzestanę poszukiwań. Shadow Bernwell, nigdy się nie poddaje, choćby za wszelką cenę i kiedyś to wszystkim udowodnię.


- O, Shade. Miło mi cię widzieć- odezwał się wujek Jace, kiedy otworzył mi drzwi. Chyba spał, bo jego złote włosy były w nieładzie, a worki pod oczami barwy bursztynu były aż nazbyt widoczne. W dodatku miał na sobie tylko spodnie od dresu i gdyby nie to, że wiele razy bywałam u państwa Herolande'ów to byłabym mocno zawstydzona takim widokiem. Co jak co, ale z wujka był niezły przystojniak. Nic dziwnego, że niektóre dziewczyny z mojej szkoły w nim się podkochiwały. Tyle, że on ma żonę! I nie jest do końca człowiekiem, tak na marginesie.
  Uśmiechnęłam się do wujka i spojrzałam mu przez ramię.
- Zastałam Avalon?
- Tak, siedzi w swoim pokoju z Duci'em. Nic nie mówiła, że przyjdziesz do nas- powiedział zmęczonym głosem. Eh, biedaczek.
- Przepraszam, jeżeli wujka przebudziłam.- powiedziałam ze szczerością.
  Jace machnął ręką i posłał mi nieśmiały uśmiech.
- Nic się nie stało, wczoraj wezwano mnie do Clave i dopiero o szóstej nad ranem wróciłem do domu. Wejdź- usunął się na bok i pokazał mi ręką, abym weszła do środka.
  Szybko wślizgnęłam się do przedpokoju i powiesiłam swoją szarą bluzę na wieszaku. Dopiero po chwili wyczułam zapach ziół, przypraw i świeżo upieczonego kurczaka od którego ślinka napłynęły mi do ust. W dodatku zaczęło mi burczeć w brzuchu, choć przed chwilą zjadłam z jakieś dwa kawałki ciasta czekoladowego mojej mamy ( pewnie mi się dostanie, bo to ciasto miało być na jakieś ważne spotkanie, ale było warte, coś pysznego!). Przybycie ciotki Clary tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu, gdyż na czerwony top i czarne spodnie założyła biały fartuszek, a w dłoni trzymała łyżkę ubrudzoną chyba ostrym sosem. Niemal z kilometra mogłam wyczuć papryczki chili. Na mój widok ciotka położyła ostrożnie łyżkę na szmatce, na komodzie i ucałowała mnie w oba policzki.
- Cześć kochanie, dobrze, że jesteś. Może masz ochotę na kurczaka?
- Brzmi pysznie, ale mam ważną sprawę do Avalon.- odparłam grzecznie. Mój żołądek chyba chciał się zbuntować, gdyż zrobiło mi się pusto w brzuchu, jakbym nic nie zjadła, ale stłamsiłam to uczucie. Później pomyślę o czymś do jedzenia.
- Kochanie, powiedz jej coś!- zaprotestowała ciotka, patrząc na swojego męża.
- Bez obaw, Shade zje z nami, prawda?- spojrzał na mnie tymi swoimi złotymi oczami. 
- Okej- poddałam się bez walki. Zresztą, mała przerwa na obiad chyba mi nie zaszkodzi. 
  Wujek minął mnie szybko i objął ramieniem swoją żonę. W jego oczach widać było wielkie pożądanie, pomieszane z czułością. Nie wiem dlaczego, ale przypomniała mi się historyjka mojej mamy, o tym jak to na początku między tą dwójką były ostre spięcia, że niemal się nawzajem pozabijali, ale potem ich uczucie powoli rozkwitało. Wujek przez rok walczył o serce Clary, gdyż wcześniej igrał sobie z jej uczuciami. Mama mówiła, że przeszedł przez prawdziwe piekło, ale opłaciło mu się to i teraz ma piękną, kochającą żonę oraz śliczną córkę. O czymś takim wielu facetów może pomarzyć, a on już to miał. Dlatego ich bronił i czasami przypominał lwa, który broni swojego terytorium. Co jak co, ale Jace potrafi być straszny. Jak to kiedyś powiedziała ciotka Endless: Nieodwzajemniona miłość sprawia, że człowiek ma piekło na ziemi. Odwzajemniona czyni z życia coś pięknego, do czego dąży każdy z nas bez względu na cenę. Te słowa idealnie musiały podkreślać stan wujka, kiedy się starał o ciotkę: piekło na ziemi. Na szczęście wszystko mu się ułożyło.
  Wujek złożył na czole ciotki ognisty pocałunek i odszedł w stronę kuchni. Clary zarumieniła się jak burak, więc szybko zaczęłam wchodzić po schodach, komunikując: ,, Ja już wam nie przeszkadzam''. W kilku susach znalazłam się pod drzwiami do pokoju mojej rudowłosej przyjaciółki. Zapukałam w dębowe drzwi.
- Hej, to ja. Musimy pogadać- powiedziałam.
- Już!- krzyknęła.
  Po chwili rozległ się głośny huk, jakby spadła na podłogę. Zaraz jednak otworzyła mi drzwi i wpuściła mnie do środka, po czym zamknęła za mną drzwi. Wytrzeszczyłam oczy.
  Matko, jej pokój wygląda jeszcze gorzej niż mój, pomyślałam. Po podłodze przewracały się tubki ubrudzone farbą, biurko było zawalone masą książek, sztaluga była bezceremonialnie oparta o dębową szafę z której wypadały ciuchy, a fioletowe ściany były w połowie zasłonięte przez najróżniejsze rysunki, niektóre nawet niedokończone. Słowem: chyba nie tylko u mnie przeszło tornado. Ledwo znalazłam sobie miejsce do siedzenia. Usiadłam na szarej sofie, która jako jedyna nie ucierpiała... i usłyszałam cichy syk. Podniosłam się na chwilę, aby zobaczyć, że obok mnie leży białą, futrzana kulka w czarne łatki, czyli Duci, który prychął tak jakby chciał powiedzieć: ,, Znajdź sobie inne miejsce''. Szybko jednak rozwaliłam się na sofie i spojrzałam na moją przyjaciółkę, która rozłożyła się na łóżku.
- O co chodzi?- spytała, przeczesując palcami swoje rude włosy- Mogłaś zadzwonić, że przyjdziesz.
  W skrócie opowiedziałam jej o imprezie Jamesa i naszym planie, dzięki któremu mieliśmy się dowiedzieć kim są Daniel i Alex. Kiedy skończyłam mówić, twarz mojej przyjaciółki ściągnęła się niepokojąco.
- Shade... ja tego nie zrobię. Przepraszam, ale nie- postanowiła.
- Ale dlaczego?- wydałam z siebie jęk protestu.
- Nie chcę podrywać Daniela. Czy ty to sobie wyobrażasz?
- Nikt ci nie karze go podrywać. Zatańczysz z nim raz czy dwa albo przyjacielsko klepniesz w ramię i już będziesz wiedziała kim jest. Myślisz, że ja się cieszę na myśl, że muszę zagadać do Alexa? W porównaniu do takiego Masona z drużyny koszykarskiej jest diabłem wcielonym. Wystarczył mi tylko jeden dzień, aby się o tym przekonać. 
  To prawda. W ciągu jednego dnia Jennifer zarzuciła na niego swoją sieć, wkręcił się do grona popularnych i zaczął podrywać wszystkie dziewczyny z jednej z klas równoległych. To mi wystarczyło, aby go ocenić. W dodatku był dzisiaj strasznie arogancki przez co zarobił sobie u mnie mnóstwo ujemnych punktów. Nienawidziłam takich aroganckich dupków, a on z pewnością do nich należał.
  Spojrzałam błagalnie na moją przyjaciółkę.
- Proszę Av, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę!
- Dobra!- wzniosła ręce w geście poddania. Posłała mi ciepły uśmiech- Wiesz, że nie mogłabym ci nie pomóc. Poza tym widok ciebie, kiedy będziesz podrywać Alexa, będzie po prostu bezcenny. A teraz chodź, bo mama ugotowała obiad- powiedziała zanim zdołałam odpowiedzieć i wyszła z pokoju, abym nie mogła nic dodać.
  Parsknęłam śmiechem i podrapałam Duciego za uszami.
- Wiesz Duci, masz bardzo odważną panią- zaśmiałam się, po czym wstałam z miejsca i poszłam w stronę kuchni.



Okej, i to na tyle. Trochę mi to zajęło, ale nie miałam póki co wielu pomysłów. Nadal czekam na szablon i mam nadzieję, że w końcu się doczekam i to przed wrześniem, bo potem szkoła i będę musiała wziąć się za naukę. Dziękuję, jest już ponad 1000 wejść! Naprawdę super, dzięki wszystkim!

PS: Nadal czekam na wasze prace. Póki co mam jedną, którą opublikuję ( dzięki Natalx), ale kiedy będzie jeszcze ktoś chętny. 
  

 

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział VII- Zauroczenie, czyli zmora nastolatek.

Rozdział VII- Zauroczenie, czyli zmora nastolatek
- Shade!- krzyknęła Avalon, machając ręką na powitanie zza swojej sztalugi.
  Powiedziałam oschłe ,, Dzień dobry'' pani Bellis, która właśnie wychodziła z klasy i uśmiechnęłam się na widok rudowłosej. Choć lekcja się jeszcze nie zaczęła, już jej fartuch był ubrudzony różnymi kolorami farb, a włosy związała w ciasny warkocz i założyła swoją ,, szczęśliwą'' zieloną opaskę, którą dostała od mamy na swoje trzynaste urodziny. Wyglądała jak zawodowa artystka przy pracy, ale może kiedyś pójdzie w ślady swojej matki, która zarabia na rysowaniu mang. Avalon co jak co, ale potrafiła tworzyć wspaniałe rysunki przez co była ulubienicą pani Bellis ( nie żebym jej tego zazdrościła), choć chciałabym mieć taki talent. Moje rysunki były niczym w porównaniu z jej dziełami, ale wszystkiego mieć nie można. 
  Zostawiłam rzeczy przy swoim miejscu pracy i założyłam na siebie biały fartuszek, abym nie ubrudziła moich ciuchów farbami.
- Otworzyłaś wczoraj ten prezent?- szepnęła mi do Ave.
- Nie, ale otworzę go. Wczoraj musiałam pocieszać Treya, który leżał w fontannie swoich łez- posłałam jej niewinny uśmiech.
  Nie chciałam jej okłamywać, mówiłam prawdę. Trey przez cały czas leżał w moim pokoju i płakał, siedząc na moim fotelu, który teraz był przesiąknięty jego łzami. W życiu nie widziałam go tak zranionego, nawet po tym jak klasowa piękność z gimnazjum imieniem Bailey rzuciła go na oczach całej szkoły, ale nie byłam zdziwiona. Meghan podobała mu się od dzieciństwa, przy czym sytuacja z Bailey to pikuś. Często przynosił jej kwiaty i różne upominki, starał się jej pokazać, że jest wart jej uwagi. Było mi go naprawdę żal, a mówienie w kółko słów ,, wszystko będzie dobrze'' bynajmniej nie pomogło. Nie miałam serca zajmować się czym innym, dlatego zrobiłam mu wczoraj jego ulubione ciasteczka cytrynowe i zastanawiałam się jak mu pomóc. W końcu tak wyszło, że zasnął w moim pokoju,a ja wraz z nim, a rano znalazła nas mama rozwalonych na dywanie, słodko śpiących przy sobie. Kiedy się obudziliśmy była zdziwiona naszym zachowaniem, gdyż ostatni raz byliśmy tak zżyci ze sobą jak mieliśmy siedem lat i złamałam sobie rękę. Wtedy też został u mnie na noc i starał się mi pomagać. To było coś nowego, ale byłam mu teraz potrzebna. Może to dziewczyna głównie dostaje kosza od chłopaka, ale my także nie jesteśmy wyjątkami i dajemy niektórym facetom w kość, ot prawda życiowa.
  No, ale koniec tego filozofowania, powiedziałam sobie i mimowolnie się skrzywiłam, gdy wyczułam perfumy pani Bellis, które w zamierzeniu miały pewnie pachnieć jak rozkwitłe róże, a śmierdziały jedynie spirytusem. Nauczycielka podeszła do mnie i Avalon i obdarowała nas tym swoim zachęcającym uśmiechem.
- To jak dziewczynki? Namalujecie coś wspaniałego?- spytała, głównie kierując to pytanie do Ave. Przy niej moje prace wyglądały, jakby były namalowane przez czterolatka w dodatku bez talentu.   
 Avalon pokiwała z ożywieniem głową i zaczęła malować swoje dzieło. Z cichym westchnieniem także się zabrałam do roboty, choć nie miałam pojęcia, co mam namalować. Dzisiejszy temat, to miała być architektura starożytna. Owszem, lubiłam bardzo historię np. Rzymu czy Grecji, jednak nie umiałam namalować przykładowo Partnenonu ku czci Ateny. Gdyby plastyka nie była obowiązkowa, jako pierwsza wypisałabym się z tych zajęć. Co prawda byłam swojego rodzaju artystką, bo tworzyłam muzykę, natomiast malować na płótnie nie za bardzo umiałam...
- Dzień dobry- niespodziewanie do klasy wszedł kumpel Alexa, Daniel Bishop.
  Oczywiście wszystkie dziewczyny ( poza mną i Ave) zaczęły wzdychać na jego widok, a klasa rozbrzmiała od ich szeptów. Mogłam jedynie wyłowić z tego gwaru słowa: ,, przystojny'' i ,,bogaty''. Ciekawe tylko czy ma coś innego poza kasą i urodą. Mam nadzieję, że w pakiecie nie zapomnieli także dołączyć mózgu. 
  Okej, musiałam przyznać: Daniel był przystojny. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela miał inne rysy twarzy, kruczoczarne włosy, które kręciły się figlarnie od duchoty i wilgoci, która panowała w klasie, orzechowe oczy, które tak jak oczy Alexa emanowały dziwnym blaskiem i jasnobrązowy odcień skóry, zdradzający jego włoskie korzenie ( co pewnie mu dawało dodatkowe punkty). Ku mojemu zdziwieniu nie przyszedł w żadnych markowych ciuchach tylko w zwykłych jeansach i białej koszuli, która podkreślała jego muskulaturę. Trochę się zdziwiłam tą skromnością, gdyż w przeciwieństwie do niego Alex miał na sobie markowe ciuchy rodem z tych filmów sensacyjnych, natomiast Daniel sprawiał wrażenie cichego i nieśmiałego chłopca, choć pozory mylą. Ze zdumieniem uświadomiłam sobie, że nie miałam do czego się przyczepić. Daniel był bez zarzutu, przynajmniej na razie.
  Kiedy spostrzegł, że wszystkie dziewczyny patrzą się na niego z dziwną zaborczością i pożądaniem, spuścił wzrok i zarumienił się. Ave aż wychyliła głowę zza sztalugi, czego podczas pracy nigdy nie robiła, aby zobaczyć co się dzieje. Kiedy ujrzała Daniela, pomachała do niego wolną ręką:
- Hej, Danielu!- powiedziała na powitanie i uśmiechnęła się. 
  Daniel rozglądał się w poszukiwaniu mojej przyjaciółki, aż w końcu ją zobaczył i wyszczerzył do niej zęby. Ave szybko schowała się za sztalugą, a za mną rozległy się ciche odgłosy pędzelka, który sunie po płótnie z niebywałą lekkością. Okej, to było zdecydowanie dziwne.
- Kochani, to Daniel Bishop- powiedziała z opóźnieniem pani Bellis.- Będzie z wami chodził na plastykę. Danielu, zajmij swoje stanowisko obok pani Bernwell.- wskazała na mnie. Wyprostowałam się jak struna. Oj. To mnie zrobiła na szaro.
  Daniel bez protestu podszedł do sztalugi obok mnie i położył plecak. Wyciągnął do mnie rękę w geście powitania.
- Jestem Daniel Bishop.
- Shadow Bernwell.- uścisnęliśmy sobie ręce.- A z tyłu jest moja przyjaciółka, którą znasz. Avalon, wyłaź z tej sztalugi!
- Maluję, nie widzisz?- powiedziała, nie patrząc na nas. Była widać bardzo skupiona- Ale miło mi cię widzieć, Danielu, choć ciebie póki co nie widzę.
- Mówcie mi Dani albo Dan jak chcecie. Daniel jest trochę za długie. Jaki jest temat prac?
- Architektura starożytna. A tak właściwie skąd jesteś?- zadawałam najprostsze pytanie jakie przyszło mi do głowy. Małe przesłuchanie nie zaszkodzi, co nie?
  Daniel chwycił pędzelek, po czym umoczył go w niebieskiej farbie i zaczął malować.
- Urodziłem się w Rzymie, ale od dziesięciu lat mieszkałem w Los Angeles.
- Dlaczego przeprowadziłeś się z pięknego Rzymu do rozrywkowego Los Angeles?- To pytanie zadałam z czystej ciekawości.
  Wzruszył ramionami.
- Moja matka jest Amerykanką, ale we Włoszech poznała mojego ojca. Często chciała tu wrócić, nie przepadała za Rzymem, była przyzwyczajona do innego życia, a poza tym chciała mi pokazać, że istnieje inny świat niż di Roma. I pokazała, ale dużo bardziej wolę mój Rzym.
- Rozumiem- mruknęłam.- Masz rodzeństwo?
- To przesłuchanie, mia cara?- spytał ze śmiechem na ustach.
- Shadow jest po prostu ciekawa- Avalon wyjrzała zza swojej pracy i obdarowała Włocha uśmiechem- Chyba ma prawo się pytać, co nie signor?
- Verità, moja droga- mrugnął do rudowłosej.
  Czy tylko ja czuję tutaj chemię czy może to efekt ciągłego wąchania farb? Z zaciekawieniem przyglądałam się tej parce, która właśnie zaczęła się droczyć o to, który projekt jest lepszy: Partenon ( a jakże) czy Koloseum. Pierwszy raz w życiu Avalon była taka ożywiona przy jakimś chłopaku, nie licząc tych z naszej paczki. Ave niestety miała pewne przejścia z chłopcami, gdyż kiedyś się o nią założyli ( jak się o tym dowiedziała, wyglądała jak wściekła kobra) i od tamtego czasu unikała sytuacji w których mogłaby się w kimś zauroczyć jak ognia. A te okoliczności, na pewno sprzyjały flirtowaniu.
  Było to dosyć zabawne jednak musiałam ( o zgrozo) coś namalować. W końcu zdecydowałam się na Forum Romanum, jednak jak je ukazać? Przeklęta plastyka! Dlaczego nie...
  Zamurowało mnie. Cam i Jacob stali pod oknem przy mojej sztaludze i uśmiechali się zawadiacko. Widocznie musieli także widzieć co się dzieje między Danielem a Avalon, no, ale jak można to przeoczyć? Wszystkie dziewczyny skrycie spoglądały na moją przyjaciółkę z wściekłością i zazdrością. Klasowe plotuszki: Ally i France także wyglądały jakby dostały od kogoś z liścia w policzek. A niech się od nich odczepią! Co ona ma poradzić, że Daniel do niej zagadał? Obydwie spiorunowałam najbardziej jadowitym spojrzeniem na które było mnie stać, aż się odwróciły z wyrazem strachu na twarzach. Byłam z siebie bardzo zadowolona. Chyba powinnam być kiedyś ochroniarzem, przyszło mi do głowy. Ładnej kasy może nie zarabiają czasami, ale zawsze coś.
  Z tego wszystkiego zapomniałam o chłopakach, którzy chyba czekali na jakiś znak ode mnie. Cam puknął wymownie w okno i kiwnął głową w stronę swojego samochodu, jakby mówił: ,, Zrywamy się z zajęć. Idziecie?''. Pokręciłam przecząco głową i znowu zabrałam się do malowania. Nie chcieli jednak dawać za wygraną i nadal mi przeszkadzali. Po kryjomu puknęłam moją kumpelę w ramię, a kiedy na mnie spojrzała, kiwnęłam głową w stronę chłopaków. Daniel już malował, więc miałyśmy go z głowy.
  Avalon po chwili skumała o co chodzi i pokręciła głową. Także nie miałam ochoty na żadną przygodę, zwłaszcza dziś. Poza tym, miałam dzisiaj iść do cioci Endless z Cammy'm, a nie chciałam narobić sobie kłopotów. W końcu jednak nie wytrzymałam i bez ostrzeżenia wybiegłam z sali w stronę wyjścia. Bellis raczej mnie nie zauważyła. Anielska sztuczka z byciem cichym jak kot zawsze działa. 
  Kiedy w końcu znalazłam się przy moich kumplach, spiorunowałam ich spojrzeniem i skrzyżowałam ręce na piersiach:
- Mówiłam, NIGDZIE NIE IDĘ! Ani ja, ani Ave.
- Jest zbyt zajęta Danielem?- spytał Jake, unosząc brew.
  Może, ale lepiej im tego nie mówić. Wolałam jej oszczędzić tych śmiechów, przynajmniej z ich strony. Na jakiś czas.
- Nie, po prostu tak jak ja nie ma ochoty wpaść w tarapaty. Gadajcie o co chodzi, bo zaraz Bellis się skapnie, że zwiałam.
- Masz- Cam podał mi coś owinięte w srebrną folię. Było małe, ale przez otworki błyszczało dziwnym niebieskim blaskiem...
- To ten kamień?- ścisnęłam go w dłoni. Był lekki jak piórko, jednak mogłam poczuć jego moc.
  Cam pokiwał głową i kiwnął głową w stronę swojego samochodu marki Opel.
- Tak. Masz go nie zgubić i pilnować jak oka w głowie. Mama mówiła, że ciężko takie szmaragdy znaleźć. My z Jake'em idziemy do warsztatu, Callagan ma do nas sprawę. 
- Wasi rodzice wiedzą, że wiejecie z lekcji?- spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź.
- Gdyby wiedzieli to nie wypuściliby nas z domu- stwierdził Jake- Baw się dobrze ze swoimi gołąbeczkami, kuzyneczko. Tylko nie zostawiaj ich samych- poczochrał mnie po włosach i rzucił się biegiem do samochodu, zanim zdołałam go zatrzymać. Cam poszedł w jego ślady i po chwili odjechali, zostawiając mnie samą na parkingu.
  Moje cymbały. Nie mogłam powstrzymać złośliwego uśmiechu. No cóż, pomyślałam, ściskając w dłoniach kamień. Czas sprawdzić jak działa.

* Verità,- prawda
* Mia Cara- moja droga
* Signor- Pan
* Roma- Rzym ( to jak ktoś nie wie, ale wątpię, że ktoś tu taki jest)
   Wszystko to jest wzięte z tłumacza. Jeżeli jest coś źle, to proszę mi powiedzieć. Niestety nie umiem włoskiego, a chciałam to tutaj wpleść.

  A o to i nowy rozdział. Dzięki za tyle wejść i komentarzy. Miło mi, że ktoś czyta moją pisaninę. Ten rozdział z góry dedykuję mojej przyjaciółce i mam nadzieję, że wam się podoba. Nadal możecie nadsyłać swoje prace, jeżeli checie. Miło, że przynajmniej dwie osoby chcą się jakoś zaangażować. Każda chęć jest ważna. Dziękuję wam i miłego czytania, zapraszam także do komentowania. Dzięki, cześć i czołem!


Obserwatorzy