wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział XXXV- Stara Molly

Rozdział XXXV- Stara Molly
  Punktualnie o wpół do dwunastej w nocy zebraliśmy się na parkingu szkolnym, aby omówić plan działania. Pan Jenkins- ochroniarz naszej szkoły- miał teraz przerwę na kawkę i pogaduszki przez telefon ze swoimi znajomymi, więc w spokoju mogliśmy stać na parkingu i rozmawiać o naszym planie. Jego zmiennik miał być punktualnie o północy, więc musieliśmy się śpieszyć. Niestety drugi ochroniarz bardzo poważnie traktował swoją pracę i gdyby nas zobaczył jak zakradamy się do ogrodu, bezzwłocznie zawiadomiłby panią dyrektor. Raczej żadne z nas nie chciało iść w odwiedziny do komisariatu, a nie mogliśmy wcześniej zacząć całej akcji. Duchy opuszczały swoje miejsca pochówku dopiero po zapadnięciu zmroku, więc nie mogliśmy zebrać się wcześniej. Trzeba było działać szybko i zdecydowanie.
  Podczas gdy Cam rozmawiał z moim bratem, który właśnie wybierał się do Rachel, a Avalon i Bonnie rozmawiały przyciszonymi głosami w samochodzie, ja siedziałam na masce autka i przyglądałam się okolicy. Za dnia to miejsce wydawało się dosyć sympatyczne, ale w nocy wyglądało wręcz upiornie. Drzewa otaczające szkołę rzucały cienie na budynek i tworzyły swoistego rodzaju pajęczynę; wiatr poruszał główkami kwiatów rosnących w ogrodzie i odrywał kawałki farby, odlatującej w kilku miejscach, a z pomieszczeń wydobywało się słabe światło, które nie docierało do nas przez co byliśmy pogrążeni w mroku. Nawet latarnie nie były zapalone, więc jedynym źródłem światła był wiszący nad naszymi głowami księżyc, oświetlający co nieco fontannę z której wydobywały się dźwięki spadającej wody i kamienną ścieżkę, prowadzącą do szkoły. Krótko mówiąc: gdyby były jeszcze porozbijanie okna, a drzewa byłby ogołocone z liści, zapewne to miejsce wyglądałoby jak żywcem wyciągnięte z horroru.
  Z kolanami podciągniętymi pod głowę wdychałam mroźne powietrze i rozmyślałam o tym, co dalej. Cały czas zadręczałby mnie pytania typu: ,, A co jeżeli Molly nie widziała sprawcy?" albo ,,Jeżeli Molly poda nam zły opis to co wtedy zrobimy?''. Wiedziałam, że takie gdybanie może jedynie kogoś doprowadzić do obłędu, ale mnie dręczyły wątpliwości. Poza tym coś mi mówiło, że wcale nie chcę poznać prawdy, że jest zbyt straszna abym ją mogła przyjąć do siebie. Z trudem pozbyłam się wątpliwości i starałam się zagłuszyć myśli piosenkami, które przychodziły mi do głowy. Zawsze mi to pomagało, jednak tym razem ta metoda nieco mnie zawiodła.
  Na szczęście Cam szybko skończył rozmawiać i puknął w okno samochodu, aby nasi przyjaciele już wyszli. 
- Już czas. Travis, Trey i Jake już idą do Rachel, a my mamy zdanie do wykonania.
- Więc jaki jest dokładnie plan?- spytała Bonnie, stając pomiędzy mną i Avalon. 
- Sprawa jest prosta.- powiedziałam, starając się ich uspokoić. Choć tego nie okazywali, spotkanie z duchem to nie była zbyt przyjemna sprawa, zwłaszcza z kimś takim jak Molly.- Bonnie i Avalon, stajecie na czatach i pilnujecie czasu. Musimy wyjść przynajmniej pięć minut przed przyjazdem nowego ochroniarza. Jeżeli nas nakryje, skończymy na komisariacie. Wy pilnujecie, a jeżeli ktoś przyjedzie, gwiżdżecie i dołączamy do was. Ja i Cam idziemy do ogrodu i rozmawiamy z Molly. Pytamy się o najważniejsze informacje i zmywamy jak najszybciej się da. Jeżeli nie zdążymy, chowamy się gdzie pieprz rośnie. Proste i szybkie, zrozumiano?
  Wszyscy pokiwali głowami, więc spokojnie mogliśmy zabrać się do dzieła. Miałam ochotę załatwić sprawę z Molly i jak najszybciej stąd uciec.
  Bonnie i Avalon stanęły przy furtce po obu stronach i zaczęły się rozglądać po okolicy. Cam i ja wdrapaliśmy się na murek, po czym miękko wylądowaliśmy na trawie i zaczęliśmy iść w stronę grobu. Znajdował się on przy fontannie i był otoczony krzakami obsypanymi czerwonymi pączkami róż, które niedawno jeszcze były otwarte. Był to pomysł dyrektora, gdyż Molly kochała róże i zawsze marzyła o małym ogrodzie różanym przy szkole. Co prawda tak naprawdę nie był to ogródek, ale przynajmniej te roślinki tu rosły. Równie dobrze wszyscy mogli to zignorować.
  Na nasze szczęście Molly nie trzeba było wywoływać, gdyż ona już tu była. Stała przy fontannie, ubrana w trochę za dużo na taką drobną osóbkę czarną sukienkę, w którą ubrano ją do pogrzebu i z rozwianymi blond włosami obserwowała jak z posążka greckiej kobiety wypływa woda. Jak to duch unosiła się parę centymetrów nad ziemią, a jej postać była przezroczysta, choć jednocześnie biła z niej dziwna, złota poświata, która oświetlała całe otoczenie niczym lampa. Według niektórych było to światło duszy, oczekujące na sąd; duch w ten sposób czekał na swoją kolej z niegasnącą nadzieją, że kiedyś jego wędrówka po świecie żywych się skończy. Trochę dziwiłam się, że Molly nadal tu jest i w dodatku czasami mnie straszy, ale z drugiej strony jak na ducha była tutaj bardzo krótko. Według wielu przesłanek taka istota musiała być minimum dwa lata na ziemi, aby oczekiwać, że lada dzień znajdzie się w niebie, bądź piekle, a Molly była tu krócej.
  Obydwoje delikatnie podeszliśmy do Molly, aby jej nie spłoszyć i przystanęliśmy kilka metrów przed fontanną. Myślałam, że od razu się zorientuje co się dzieje i zacznie nas straszyć, ale ona tylko jak zahipnotyzowana wpatrywała się w wodę. To było bardzo dziwne.
  Cam odchrząknął, co w końcu zwróciło uwagę kobiety i odwróciła się w naszą stronę. Z trudem powstrzymałam wzdrygnięcie. W miejscu gdzie została uderzona miała rozcięcie na głowie, biegnące od linii włosów do prawego policzka- pamiątka po wypadku. 
  Molly skrzywiła się na mój widok, choć w jej oczach dostrzegłam smutek, zapewne spowodowany długim pobytem w świecie żywych. Raina kiedyś przyznała, że dla ducha jest to bardzo bolesne doświadczenie, gdyż dopadała cię tęsknota za tym co było, za życiem wśród innych ludzi. Niemal zrobiło mi się jej żal.
- Dzień dobry, Molly.- powiedziałam, siląc się na uprzejmość.
  Kobieta uniosła brwi. wyraźnie zdziwiona moim widokiem. W sumie, sama sobie się dziwiłam, że chciałam tu przyjść z własnej, nieprzymuszonej woli.
- Shadow Wilson? W życiu nie spodziewałabym się ciebie tutaj o tej porze... a tak w ogóle czemu mnie widzicie? Inni nie mogą mnie dostrzec.
- Nie jesteśmy ludźmi, ale nie mamy zbytnio czasu na wyjaśnienia.- wtrącił Cam z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Zapewne chciał się jej przypodobać.- Musimy się czegoś dowiedzieć, a tylko pani wie jak nam pomóc.
  Stara Molly wyraźnie była zdezorientowana.
- Czego możecie ode mnie chcieć? Jestem tylko duchem.
- Na balu Michella i Erick zostali zaatakowani. Chcemy ustalić sprawcę, gdyż prawdopodobnie jest to ta sama osoba, która uprowadziła naszą przyjaciółkę Shy.
- Shy Benson?!- krzyknął zaskoczony duch, aż zatkałam szybko uszy.- To taka miła dziewczyna. Za życia bardzo ją lubiłam, nie skrzywdziłaby muchy!
  Wymieniliśmy z Camem porozumiewawcze spojrzenia. Stara Shy nic by nikomu nie zrobiła, ale wampirzyca być może. Postanowiłam jednak przemilczeć incydent z Bonnie. Zresztą, gdybym jej zaczęła o tym mówić, to nie dosyć że chciałaby wiedzieć kim jesteśmy to  jeszcze stracilibyśmy cenny czas, a chcieliśmy jak najszybciej złapać tego wampirka, zanim jeszcze kogo skrzywdzi.
- Chcemy wiedzieć jak wyglądał ten napastnik. Przyda nam się każdy szczegół, a domyślam się, że była pani przy tym zajściu.
  Molly wyraźnie oklapnęła, jakby była wyczerpana i pokiwała głową.
- Tak, ale niestety nie mogłam nic zrobić, jak tylko się temu wszystkiemu przyglądać. Biedne dzieciaki, nic im nie jest?- spytała z troską.
- Mają parę siniaków, zwłaszcza Erick. Poza tym, że nadal prześladują ich te wydarzenia to w miarę dobrze się trzymają. Ale czy może nam pani pomóc? Mamy mało czasu.- postukałam w zegarek, jakby na podkreślenie swoich słów. Nerwowo rozglądałam się po okolicy, próbując ocenić czy Jenkins nadal odpoczywa. Na szczęście nic się nie działo, a niedaleko słyszałam ściszone głosy Bonnie i Avalon. To mnie nieco podniosło na duchu.
- Każdy szczegół nam się przyda: blizny, kolor włosów, cokolwiek. Czy mogłaby pani powiedzieć jak wyglądał napastnik?- poprosił Cameron. W jego głosie wychwyciłam niecierpliwą nutę.
  Molly przez chwilę zastanawiała się na odpowiedzią ze zmarszczonym czołem.
- Hmm, okej to był na pewno chłopiec na oko w waszym wieku. Chyba był szatynem... nie, blondynem, zdecydowanie.- poprawiła się.- Wysoki, nieco umięśniony. Bardzo wysportowany, bo poruszał się niczym kobra. Ledwo nadążałam za biegiem wydarzeń... coś ci to mówi, Shadow?- spytała, widząc zapewne moją zdziwioną minę.
  Chwilka. Blondyn, wysportowany? Obraz zaczął formować się w mojej głowie, ale nie był do końca kompletny. Może się mylę? Znam masę blondynów, którzy są sportowcami, czemu to akurat musi być on? Miałam nadzieję, że to nie ta osoba o której myślę, więc nie odpuszczałam.
- Hmm, jeszcze jakieś szczegóły pani pamięta?
- Miał kły, ostre niczym brzytwy aż sama się zaczęłam się go bać, choć właściwie już nie żyję.
  Znów zamyśliłam się na chwilę. Opis Molly był wystarczająco dokładny abym mogła uformować w głowie jego wizerunek. Jednak nie do końca zgadzałam się z tym. To nie mogła być ta osoba. Przecież on chyba nie byłby zdolny do czegoś takiego, prawda? Ale jednak odczuwałam niepokój, a intuicja podpowiadała, że jednak się nie mylę. 
  Mimo to chciałam spytać się o coś jeszcze, ale poczułam na sobie badawcze spojrzenie Cama. 
- O czym myślisz? - zapytał, a oczy zalśniły mu w świetle księżyca przez co wyglądał nieco przerażająco. 
- O niczym. - pokręciłam głową. Nie mogłam pozwolić na to, żeby moi przyjaciele dowiedzieli się kim on może być. W każdej chwili mogą wpaść na jakiś głupi pomysł, który może okazać się fiaskiem. Z wampirem trzeba ostrożnie, nabrać trochę dystansu oraz więcej szczegółów, które wskazałyby sprawcę. W dodatku nie byłam pewna czy moje podejrzenia są słuszne... postanowiłam dowiedzieć się czegoś jeszcze. Ostatnie podejście.
- Pamiętasz coś jeszcze? - spojrzałam badawczo na Starą Molly w nadziei, że jeszcze coś sobie przypomina. Owszem, chciałam złapać tego wampira, ale nie mogłam się przyznać, że już kogoś podejrzewam, a poza tym nie miałam ostatniego elementu układanki. 
- Shadow...
- Pamiętam!- powiedziała Molly, przerywając tyradę Cama zapewne na temat męczenia duchów. Pewnie myślał, że jestem po prostu zbyt ciekawska i w końcu zdenerwuję tą kobietę tak, że już nic nam nie powie.- Miał strasznie dziwne oczy jak kot. Były srebrne jak księżyc i świeciły tak mocno, że w ciemności można go było wypatrzyć z daleka... Wilson, wszystko w porządku?
  Nie, nic nie było w porządku. Właśnie tego się obawiałam. Momentalnie zbladłam i chwyciłam się za włosy, mamrocząc pod nosem: ,,To niemożliwe'', choć właśnie dostałam potwierdzenie, że jednak tak jest. On zawsze był tajemniczy, ale po co miałby porywać Shy, zmieniać ją w wampira i potem jeszcze atakować Michelle i Ericka?! Przecież on ich znał i nie miał z nich żadnego pożytku! Gdyby chodziło o pragnienie, zapewne po prostu wypiłby z nich krew i zostawił całych i zdrowych, a nie pokiereszowanych! Wampiry mogły pić krew z ludzi, ale rzadko i tylko w sytuacji, jeżeli nie miały innego dojścia do życiodajnego płynu i były już na skraju wytrzymałości. W takim przypadku musiały jednak być delikatne, nie wysysać całej krwi z ludzi i co najważniejsze: nie mogły ich zabić, uderzyć i tak dalej, a on... brakowało mi słów, aby wyrazić mój gniew, wzburzenie i przede wszystkim głębokie rozczarowanie.
  Ale tak dobrze go nie znałaś, uprzytomniłam sobie, chodząc raz w jedną stronę raz w drugą ,aby się nieco uspokoić. On próbował poznać twoje sekrety, zbliżając się do ciebie. Nie był niewiniątkiem i dobrze o tym wiedziałaś. Tak, wiedziałam że nie był bez skazy, ale o coś tak okropnego w życiu bym go nie podejrzewała.
  Cam wyraźnie stracił cierpliwość i chwycił mnie w pasie z troską, abym mu się nie wyrwała. Nawet nie wiem kiedy, słone łzy zaczęły spływać z moich policzków na grunt. Przyjacielskim gestem otarł moje łzy i spojrzał na mnie z troską, całkowicie ignorując ducha Molly, który wyraźnie domagał się jego uwagi.
- Shadow, co jest? Strasznie wyglądasz. Czy ty...
- Tak.- pokiwałam głową i uspokoiłam się. Najgorsze miało być dopiero przede mną.- Ja chyba wiem, kto jest sprawcą. Wracajmy szybko, zanim skończy nam się czas. Musimy jechać do Richelle.


  Już szybko zbliżamy się do końca. Chcę już zakończyć tą historię, dlatego zostały mi jeszcze dwa rozdziały i przenoszę się na nowego bloga, którego już przygotowuję i już na nim są dwie notki. Mam nadzieję, że ci, którzy się zrazili do mojej pisaniny dadzą mi ostatnią szansę... ale o tym napiszę pod koniec. Zostały mniej więcej dwa rozdziały i podsumowanie, do następnej notki oraz przy okazji zapraszam was na stronkę o pisaniu i czytaniu na fb, mam nadzieję, że wam się spodoba Kliknij tutaj!

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział XXXIV- Niespokojne dusze

Rozdział- Niespokojne dusze
- Szczerze to nie wiem od czego zacząć.- powiedziała przepraszająco Michelle.- Tyle tego było.
- Najlepiej zacznij od samego początku.- poradziłam, przyglądając jej się ze ze martwieniem.
  Z jednej strony męczyły mnie ogromne wyrzuty sumienia, bo na pewno mówienie o tamtej sytuacji było dla niej bolesne, ale z drugiej musiałam rozwiać wątpliwości. Jeżeli ten wampir nadal grasuje po mieście i w dodatku jest spragniony, Michelle, Erick, Shy oraz tamta grupa nastolatków nie będą jego jedynymi ofiarami.
  Michelle oparła się o puchate poduszki, aby było jej nieco wygodniej i położyła rękę na oblepionym potem czole. Przez przytłumione promienie słoneczne, wpadające do pomieszczenia jej skóra nabierała jeszcze jaśniejszej barwy, a żyły stały się jeszcze bardziej widoczne. Z trudem nie odwróciłam wzroku od Michi.
- Po piosence, którą zamówił mi Erick, postanowiliśmy wyjść na dwór, aby... ekhm, porozmawiać.- zarumieniła się przez co parsknęłam śmiechem. No cóż, gdyby znacznie wcześniej mi to powiedziała to pewnie rzuciłabym jakiś niewybredny żart, ale teraz mam Travisa i chyba na jej miejscu postąpiłabym tak samo...chyba. Michelle odkaszlnęła i podjęła przerwaną historię- Chcieliśmy wtedy pobyć sami: moja matka niestety przyszła na bal i cały czas mnie szukała, a ja potrzebowałam wytchnienia. Wiesz o co chodzi... w tamtym momencie siedzieliśmy na ławce za murkiem i całowaliśmy się oraz rozmawialiśmy co dalej. Nie chciałam stawać oko w oko z matką, bo byłam pewna, że zrobi z nas ofiary. Robi to przy każdej okazji.- prychnęła, choć w jej oczach dostrzegłam ból.- W każdym razie tak siedzieliśmy sobie przez chwilę, aż zdecydowałam, że nie ma sensu się ukrywać. Tak i tak bym ją spotkała, jak nie tam to w domu, więc było mi wszystko jedno. Ale potem... usłyszeliśmy dziwny warkot, wydobywający się z czyjegoś gardła. Pomyśleliśmy, że to jakiś piesek tu się przypałętał, ale wtedy coś nagle wystrzeliło z krzaków i...- wzdrygnęła się i schowała twarz w dłoniach. Ciemnymi włosami zakryła swoją twarz, a z pomiędzy placu mówiła dalej matowym głosem.- coś mnie przygniotło. Upadłam na ziemię i usłyszałam jak ktoś rozrywa materiał mojej sukienki. Kątem oka widziałam jak Erick próbuje tego kogoś zdjąć ze mnie, ale... nie wiem jak! Mój napastnik nie zwolnił uścisku tylko odepchnął go tak mocno, że poleciał na murek i uderzył w niego głową, a ledwo podniósł na niego rękę. Chciałam wstać i do niego podbiec, ale ten ktoś znowu zwrócił na mnie uwagę... i ugryzł mnie! A potem zajął się biednym Erickiem! To chyba jakiś szaleniec!- nie wytrzymała i rozpłakała się od nadmiaru emocji.
  Przez krótką chwilę siedziałam nieruchomo, próbując przetrawić wszystkie informacje, podczas gdy Michelle próbowała się uspokoić. Jej szloch lekko mnie otrzeźwił przez co przytuliłam ją do siebie, jakby był moją starszą siostrą i zaczęłam szeptać, że jest bezpieczna. Ona drżała w moich ramionach, a łzy spływały na moją koszulkę. Dyskretnie spróbowałam sprawdzić jej szyję ma podwójne ugryzienie lub ślady po kłach. Na moje szczęście, kiedy odsunęłam ciężkie włosy koleżanki dostrzegłam ślady po kłach, które wystarczająco dużo mi powiedziały. Czyli wizytę u Ericka raczej mam z głowy.
  Nadludzka siła, zwinność, ugryzienie... idealnie pasuje do wampira.  Już nie miałam żadnych wątpliwości jaka istota dopuściła się tych wszystkich zbrodni, jednak nie wiedziałam kto dokładnie jest odpowiedzialny za przemianę Shy i to wszystko. Mój umysł pracował na zwiększonych obrotach, choć jednocześnie głaskałam Michelle po włosach, aby się uspokoiła. Widząc do jakiego stanu ją doprowadziłam, podałam jej chusteczkę z torebki i jeszcze raz przytuliłam. Serce mnie zabolało, kiedy uzmysłowiłam sobie, że to ja jestem odpowiedzialna za jej obecny stan. Mimo to mój rozum mówił mi, że dobrze postąpiłam: ona na pewno się z tego otrząśnie, a ja muszę coś zrobić z tym dzikim wampirem. Tylko Michelle i Erick mogli mi pomóc w rozwiązaniu tej zagadki. Shy była na okresie próbnym u Richelle, co oznaczało że na wszelki wypadek powinnam unikać odwiedzania mojej przyjaciółki. Teraz musiała się skupić na okiełznaniu swojej nowej natury, a moja dociekliwość obróci te starania w proch.
  Mimo to po wyjściu ze szpitala oraz zostawieniu dziewczyny z paczką słodyczy i ciepłym uśmiechem na twarzy (kto by pomyślał, że rozmowa z Michelle po tej całej sytuacji będzie tak przyjemna?) rozważałam wszystkie opcje, także tą związaną z Shy. Pogrążona we własnych myślach jak i rozmową z Michi nie usłyszałam dzwonka mojego telefonu. Urządzenie zawibrowało w mojej kieszeni, skutecznie odrywając mnie od moich skomplikowanych myśli. Mechanicznie, wyjęłam komórkę z kieszeni i odebrałam:
- Halo?
- Shadow, gdzie jesteś?- To była Avalon. Średnio ją słyszałam przez szum panujący na parkingu szpitala, więc pod głosiłam nieco dźwięk i zaczęłam iść w stronę przystanku autobusowego. Może jeszcze zdążę na autobus?
- Właśnie wyszłam ze szpitala.- powiedziałam.- Byłam u Michelle, aby dowiedzieć się co nieco o jej napastniku. Muszę trochę pomyśleć, to jest mocno skomplikowane. Czuję się jak Sherlock Holmes w damskiej wersji.
- A ja rozumiem jestem Doktorem Watsonem?- zaśmiała się lekko, co mi poprawiło humor. Humor mojej kumpeli zawsze był zaraźliwy.- Chwila, byłaś w szpitalu? Posłuchaj, spotkajmy się w Taki. Tam się kręci masa taksówek, więc z dojazdem nie będziesz miała problemu. Siedzimy właśnie z Camem, Jacobem i Bonnie.
- Świetnie.- powiedziałam z uśmiechem, dopóki nie dotarł do mnie sens ostatniego zdania.- Chwila, moment. Co tam robi Bonnie? Ona nie powinna nadal dochodzić do siebie?
- Powinna, ale Jake wyrwał ją z domu i przyprowadził. Chyba od tamtego wypadku uprzytomnił sobie, że musi działać- ton, którym to powiedziała sugerował, że nierozgarnięty pięcioletni dzieciak wiedziałby już wcześniej coś zrobić. Niemal się roześmiałam.
  Wreszcie mały powrót do mojej ,,normalność''. Czułam się przytłoczona tym wszystkim, jakbym siedziała w celi z kamienia, która chce mnie zmiażdżyć (jak to się zwykle dzieje w naszych amerykańskich filmach sensacyjnych). Teraz mogłam odetchnąć i przez minutkę pobyć sobą, choć pewnie się pokłócimy podczas naszej rozmowy. Prawie zawsze tak było, ale zachowywaliśmy się jak jedna wielka w rodzina, a w każdej zdarzają się kłótnie, prawda? W każdym razie miałam nadzieję na chwilę odpoczynku, a poza tym byłam ciekawa co tam się będzie działo między Bonnie i Jake'em. Może wreszcie wyzna co do niego czuje? To byłoby chyba najlepsze posunięcie mojego kuzynka w tej sprawie, ale w końcu to facet- nie słucha rad innych choćby nie wiem co. Poza tym pewnie szybciej wskoczyłby do dziury pełnej lwów niż powiedziałby o swoich uczuciach. 
  Eh, faceci! Niemal prychnęłam z irytacji. Kiedy cię podrywają są pewni siebie, ale gdy chcesz z nimi pogadać o miłości to wieją gdzie pieprz rośnie, ot co. 


  Kiedy weszłam do restauracji, powitał mnie huk jakby ktoś wystrzelił pocisk z armaty. Słysząc dziwny pisk, który z każdą sekundą wzmagał się, pozwoliłam przejąć ciału kontrolę i szybko pochyliłam się, a za mną rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Wyprostowałam się akurat w momencie, gdy jeden z ifrytów ze wściekłą miną przyglądał się grupce goblinów, siedzącej niedaleko mnie. Jeden z nich z neonowymi złotymi włosami trzymał w ręku procę z rodzaju tych, które można kupić w sklepie z zabawkami, jednak złoty pył, którym był oblepiony przedmiot nie pozostawiał wątpliwości, że go zaczarował, a pocisk, który wystrzelił to był wielkości mojej pięści klops, ociekający pomidorowym sosem spaghetti. Nie wiem czy dodali do niego jakiś swój magiczny przedmiot, ale zwykły klops na pewno nie rozwaliłby szklanej szyby tylko ją ubrudził. 
  Na dźwięk tłukącego się szkła z kuchni wyszedł elfi szef w charakterystycznej czapce spod której wystawały ostre, spiczaste uszy oraz kosmyk złotych włosów. Na jego chorobliwie zielonej twarzy pojawiło się zdziwienie, a potem wściekłość wymierzona w gobliny. Wiedząc, że elfy potrafią być naprawdę okrutne, szybko usunęłam się z drogi i usiadłam obok mojej grupki przyjaciół, którzy gadali w najlepsze.
- Hej Shadow, jak się trzyma Michelle?- zaczęła bez ogródek Avalon, siorbiąc swój ulubiony truskawkowy koktajl.
- Nie za dobrze.- powiedziałam i opadłam na krzesło obok niej.
  Zaraz potem chciałam z niego zwiać, gdyż miałam świetny widok na parę przy stoliku tuż obok. Chłopak i dziewczyna pochylali się ku sobie, szepcząc do siebie czułe słówka, a między nimi stał talerz z nietkniętymi frytkami. Wyglądało to tak, jakby lada moment zbierali się do wyjścia, aby znaleźć sobie miejsce do całowania.
  I to byli Bonnie i Jake.
  Avalon podążyła za moim spojrzeniem i wywróciła oczami, jakby mówiła: ,,Gołąbki, ich nie można zrozumieć''. Siedzący na przeciwko nas Cam jawnie im się przyglądał, jednocześnie wkładając słomkę od swojego jagodowego shake'a do ust. Zupełnie jakby był w kinie.
- Mogę wiedzieć czemu nagle zebrało im się na amory? I to w publicznym miejscu?- spytałam, opierając się o krzesło.
  Cam odwrócił się w naszą stronę i wzruszył ramionami.
- Jake był tu jako pierwszy, a kiedy przyszliśmy wraz z Avalon to zastaliśmy ich w takiej samej sytuacji co obecnie. Nie widzą świata poza sobą.
- Trochę tak jak ty i Travis, kiedy jesteście sami.- wtrąciła ironicznie Ave.
  Niemal zgromiłam ją spojrzeniem, jednak w porę się opanowałam. Nie miałam zamiaru tego ciągnąć.
- Okej, więc byłam u Michelli i mam pewność, że to wampir ją zaatakował. Wszystko się zgadza: ślady na szyi, nadludzka siła i zwinność.- wyliczyłam na palcach.
- Pytanie tylko kto to jest.- zastanowił się na głos Cam, jednocześnie drapiąc się po podbródku. Zdusiłam w sobie śmiech. To był taki jego odruch: zawsze to robił, kiedy intensywnie się nad czymś zastanawiał.
  Avalon przez chwilę mieszała w swoim napoju słomką, jednocześnie przygryzając wargi. Od czasu przemiany nabrały krwistoczerwonego koloru, przez co nie musiała już używać szminki, a włosy barwy rubinu najczęściej wiązała w wymyślne fryzury lub chowała je pod różnego rodzaju kapeluszami. Lubiła nową, lepszą siebie, jednak szkopuł był w tym, że niektórzy Przyziemni potrafili być bardzo spostrzegawczy. Jak na razie wolała na siebie nie zwracać uwagi, dopóki w pewien sposób ,,znormalnieje''. Tylko w Taki lub w moim domu w pełni pokazywała swoje ,,nowo-nabyte atuty'', choć w sumie aż tak nowe to one nie były.
- Okej, więc możemy iść w to miejsce, gdzie Michella i Erick się migdalili i po prostu poszukać jakiś śladów.
- Sprzątaczki na pewno wszystko już ogarnęły, nie ma szans, abyśmy coś tam znaleźli.- powiedział Jake, siadając z Bonnie obok Cama z szerokim uśmiechem na twarzy.
  Na chwilę zapomniałam o całej sprawie i sama się uśmiechnęłam. Pierwszy raz widziałam Jake'a w takim dobrym humorze: z rozświetlonymi oczami, uśmiechniętego od ucha do ucha, wesołego. Zwykle tak się nie zachowywał i cieszyła mnie taka zmiana. Miałam nadzieję, że Bonnie nie złamie jego serca i uszczęśliwi go tak, jak mama mojego tatę. Oczywiście to są pewnie moje pobożne życzenia, ale zawsze pozostaje ta tląca się w nas nadzieja, której nijak nie można ugasić. 
  Cam oparł się o krzesło ze znużeniem i westchnął.
- To kto ma inny pomysł?
- Nie możecie poprosić o pomoc tej... Richelle?- nieoczekiwanie podsunęła Bonnie, nerwowo bawiąc się kosmykiem swoich włosów. Chodź wiedziała o wszystkim (także o powodzie, dla którego Shy się na nią rzuciła) to nie mogła ukryć, że po swoich przejściach z wampirami one ją przerażały. Mimo to podziwiałam ją za to, że ma w sobie siłę, aby to wszystko udźwignąć. Zapewne inny Przyziemny od tych rewelacji by się załamał i uciekł z krzykiem.- Przecież wampiry mają super wyczulony węch, może go znaleźć. Poza tym skoro chce rozwiązać tą zagadkę to niech zacznie dochodzenie.
- Pewnie już to zrobiła.- stwierdziła Avalon, rzucając nam porozumiewawcze spojrzenia.- Wiecie, że Richelle nie zostawia takich spraw, a poza tym rozmawiała wczoraj z moim tatą przez telefon. Powiedziała, że ten ktoś świetnie się maskuje i nie mogą go wytropić. Poprosiła o posiłki z Clave, ale przyjadą dopiero za dwa dni, bo mają coś jeszcze do załatwienia. Do tego czasu może być już za późno.
  No właśnie. I co teraz? Gdyby te ofiary były ze sobą powiązane byłoby o wiele łatwiej, ale to były przypadkowe osoby! Więc co mamy zrobić? Na końcu języka miałam odpowiedź, jednak nie przez chwilę nie mogłam poskładać myśli. Spojrzałam jednak po chwili na kawiarenkę ,,Nocne Szaleństwo'', mieszczącą się na przeciwko Taki i coś mi wpadło do głowy.
- A gdyby tak udać się do tego samego klubu, co wtedy wybrała się ta banda nastolatków?- zaczęłam myśleć na głos.- Co prawda nie ma dużego prawdopodobieństwa, że ten wampir znowu tam będzie, ale możemy zastawić na niego pułapkę. Klub do którego się udał jest powszechnie oblegany przez Podziemnych, takich jak my i należy on do...
- Ericka Sandersa?- dokończył Jake, patrząc na mnie z podziwem.- Do diabła, no jasne. Jeżeli ktoś tam popełni przestępstwo, Erick na pewno od razu doniesie Clave. Przecież to syn przedstawiciela wampirów. 
- Więc któraś z nas musi wystąpić tam jako ,,dziewczyna do towarzystwa''. Posłużyć jako wabik. Nie trzeba spędzać z nim czasu, tylko po prostu go wywabić z budynku.
- Ale skąd będziemy wiedzieli czy to jest na pewno on?- spytał Cam.- Równie dobrze może być to kolejny wampir, poszukujący rozrywki. 
  To było dobre pytanie, Cam miał rację. Jeżeli nie trafimy na naszego sprawcę, Erick może na nas donieść i będziemy mieli poważne kłopoty. Nie chcieliśmy za bardzo ryzykować, ale to był nasz jedyny dobry plan. Jeżeli nic nie zrobimy, Clave może za późno zareagować i ktoś znów padnie jego ofiarą.
- Możemy to sprawdzić za pomocą innego wampira.- podsunęła Avalon.- Gdybyśmy poprosili Tommy'ego lub Alexa, aby wypili jego krew...
- Nie będę go o nic prosić!- zaprotestowałam. Po tym wszystkim nie miałam zamiaru z nim rozmawiać, choć jednocześnie zrobiło mi się strasznie głupio. Tu nie chodziło o nasze przeżycia, ale o niewinne istoty, a moje szczeniackie zachowanie nie może nam przeszkodzić w rozwiązaniu tej zagadki.
  Tyle, że pozostał kolejny problem. W jakiś sposób trzeba skrócić liczbę podejrzanych, gdyż ani Tommy ani Alex nie będą chcieli gryźć każdego wampira, który nam się napatoczy. Jedno ugryzienie zapewne będzie dla nich dostatecznie obrzydliwe-w końcu ukąszą faceta, a nie jakąś gorącą laskę, jakby to się wyraził Tommy-a nie miałam zamiaru ich upokorzyć czy coś. Poza tym każdy szczegół się przyda: kolor włosów, oczu, znaki szczególne. Trochę to brzmi tak, jakbyśmy pracowali w policji...
 I nagle mnie oświeciło. Zobaczyłam w wyobraźni uśmiech Rainy oraz to okropne cmentarzysko, na którym została pochowana. Był jeden sposób, aby czegoś się dowiedzieć o naszym porywaczu, jednak nie należał do przyjemnych. Z trudem powstrzymałam się od wzdrygnięcia.
   Widocznie jednak strach i obrzydzenie pojawiło się na mojej twarzy, gdyż Avalon uniosła brwi i chwyciła mnie za ramię, jednocześnie lekko mną potrząsając, jakbym była w jakimś transie.
- Shadow, co jest? Jesteś cała zielona.
- Pamiętacie Starą Molly przez którą omal nie wyleciałam ze szkoły za tą akcję z kotem?
  Cam klasnął w dłonie niczym małe dziecko i zaśmiał się lekko. Jake także nie mógł powstrzymać cichego chichotu, mimo mało dyskretnych kuksańców Bonnie. 
  Moja akcja z kotem przeszła w zasadzie do historii. Do tej pory wszyscy z radością opowiadali sobie tą historię przy ognisku. W zeszłym roku do naszej szkoły przypałętał się mały kot, jak się później okazało ze wścieklizną. Niczego nieświadoma i urzeczona słodyczą małego kota w czarne łaty, schowałam go do plecaka, aby podczas WF-u pokazać go moim koleżankom z grupy. Niestety tego dnia nasza trenerka pani Hale, przyniosła sobie na drugie śniadanie tuńczyka, więc kotek poszedł za zapachem i wszedł do gabinetu. Najprawdopodobniej przez przypadek wpadł do jej torebki, gdzie nosiła sprzęt i po prostu tam się ukrywał przez jakiś czas. 
   A co ja miałam z tym wspólnego? Otóż było to latem i mieliśmy zrobić dwadzieścia okrążeń wokół boiska, podczas gdy były tak gorąco i duszno, że trawa żółkła na naszych oczach od nadmiernego nasłonecznienia. Była to kara za dziesięciominutowe spóźnienie naszych dwóch kolegów, którzy postanowili zwiać ze szkoły, jednak siłą pedagog przyprowadziła ich na lekcję. Jako że jestem osobą, która często mówi co myśli bez żadnych zahamowań, zaczęłam się kłócić z Hale. Na moje nieszczęście akurat w czasie naszej ,,gorącej dyskusji'' z torebki wyszedł kociak i nie wiadomo kiedy wdrapał mi się na plecy i z mojego ramienia przyglądał się trenerce. Ta pomyślała, że to moje zwierzątko i chwyciła je mocno w łapska, aż bałam się że złamie coś temu biednemu kotkowi. Okazało się jednak, że ,,biedne zwierzątko'' potrafi być naprawdę wredne i z szybkością o jaką bym kotka nie podejrzewała, rzucił się na trenerkę i podrapał jej całą twarz przez co szybko nabawiła się infekcji i przez miesiąc dostawała podobno bardzo bolesną sesję zastrzyków. Do tej pory Hale nie może mi wybaczyć mimo tego, że ją gorąco przepraszałam, byleby nie naskarżyła dyrektorowi.
  Nasza była woźna Molly Dalton, która z całego serca mnie nie lubiła nie chciała być taka litościwa i o razu naskarżyła na mnie dyrektorowi. Na szczęście, kiedy wyjaśniłam całą sprawę, a Hale przyjęła przy wszystkich moje przeprosiny, dostałam jedynie ostrzeżenie i przez tydzień musiałam po lekcjach przez dwie godziny siedzieć w kozie, aby przemyśleć swoje postępowanie. Było to o niebo lepsze niż wyrzucenie ze szkoły, więc ze spokojem zniosłam swoją karę. Mimo to nie znosiłam Starej Molly do końca jej dni, które dosyć szybko nadeszły.
  Po dwóch miesiącach po akcji z kotem, zginęła w nieszczęśliwym wypadku na terytorium naszej szkoły. Jak ustaliła policja, Molly poślizgnęła się na jednym ze szczebli drabinki podczas mycia okien i spadła, uderzając głową prosto o beton. Pewnie by przeżyła, gdyby nie to, że drabina zachwiała się i spadła prosto na jej ciało, potęgując uraz. Szybko wezwano pogotowie, jednak mimo usilnych prób przywrócenia normalnej pracy serca, zmarła na miejscu i została pochowana w ogrodzie obok sali gimnastycznej, gdyż takie było jej ostatnie życzenie. Molly poświęciła życie naszej szkole, dlatego dyrektor uznał, że trzeba uszanować jej prośbę i tak o to wspaniałym dla nas trafem jej grób znajdował się niedaleko miejsca, gdzie Michelle i Erick zostali zaatakowani.
  Widocznie Cam najszybciej skojarzył o co mi chodzi, gdyż zmarszczył brwi i spojrzał na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Wiedział jakie stosunki panowały między mną i panią Dalton, więc taka propozycja, która padła z moich ust była dla niego sporym zaskoczeniem.
- Chcesz coś wyciągnąć od ducha Starej Molly? Ta kobieta cię nie znosiła, myślisz że po śmierci to się zmieniło?- spytał z powątpiewaniem.
- Pewnie nie, ale musimy coś wiedzieć o naszym przestępcy. Dla mnie to nie będzie zbyt miłe spotkanie, ale Molly na pewno wszystko widziała. Nie przegapiłaby takiego spektaklu.
  Co prawda rozmowa z woźną nie napawała mnie optymizmem, ale warto było spróbować. Byłam pewna, że ona była świadkiem tego zdarzenia. W końcu duchy nie mogą na długo opuszczać miejsca swojego pochówku, a poza tym Molly uwielbiała być w centrum wydarzeń.
  Jake bez entuzjazmu spojrzał w moją stronę i obdarzył nas wszystkich krzywym uśmiechem.
- Czyli co, musimy zakraść się wieczorem do ogródka? Jeżeli zrobimy to w dzień, uznają nas za czubków. 
- To kiedy zaczynamy?- spytała Bonnie, zaskakując nas wszystkich. Wzruszyła ramionami jakby mówiła: ,, co was tak to dziwi?''.- Nie jestem żadnym nadnaturalnym stworzeniem, ale każda pomoc się przyda, prawda?
- Prawda.- potwierdziłam.- Musimy rozdzielić sobie zadania. Ja i Cam będziemy rozmawiali z Molly, gdyż jak wiecie miała słabość do naszego koleżki i traktowała go jak małe dziecko.- powiedziałam, nie zważając na jęki przyjaciela.- Bonnie i Avalon mogą stać na czatach, a ty Jake mógłbyś się udać do Richelle i powiedzieć jej o naszym planie.
   Jake pokiwał głową z powagą.
- Wezmę ze sobą Travisa i Treya o ile nie masz nic przeciwko temu.
- Nie, choć pewnie długo będziesz musiał przekonywać mojego brata, aby z wami poszedł. Wiesz, jaką mają na niego ochotę te młode wampirzyce.
- Spoko, czyli dzisiaj się spotykamy?- spytała dla pewności Avalon.
 - Tak, przygotujcie się kochani. Czeka nas dziś ciężka noc.- powiedziałam.

Cześć wszystkim! Obiecałam wam nowy rozdział na koniec tygodnia i o to on! Za wszystkie literówki przepraszam, gdyż moja klawiatura odmawia mi ostatnio posłuszeństwa. Mam nadzieję, że nie nawaliłam (znowu) na całej linii. Myślałam mniej więcej jak to wszystko wyjdzie i chyba zakończenie zbliża się wielkimi krokami. Postanowiłam, że jakoś dociągnę do końca i e mniej więcej będzie jeszcze 5 rozdziałów czy 3, zależy co mi wpadnie do głowy. Nie chcę już utrudniać sobie zadania, wplatając nowe wątki, zwłaszcza ze świadomością, że wiele osób zawiodłam. Mam nadzieję, że mi wybaczą, ale to czas pokaże.
Tak więc pozdrawiam i do następnej notki!

  


    
  

Obserwatorzy